wtorek, 20 października 2009

Dzien pierwszy w BA

No i wyladowalysmy..... ale od poczatku....
pierwsze spotkanie naszej trojki w Paryzu w iscie "backpakerskim" stylu uczcilysmy szampanem....
jak doszlysmy do gate'u ladowac sie na pokad oczywscie Asia musiala (dzieki Bogu na chwile) zgubic swoj paszport... przeciez nie bylaby soba:))) zrobilo sie nam troche cieplo ale tylko na chwile... schowala go sobie w lepsze miescie aby miec go pod reka...
no i tak po 13 godzinach lotu wyladowalysmy w boskim Buenos Aires...
oczywiscie jak typowe turystki musialysmy swoje odstac w kolejce do odprawy... - prawie godzina no a potem juz czekal na nas taksowkarz... i kolejna prawie godzina do hotelu!!! - Monia "wspaniale" udawala ze rozumie co taksowkarz do niej mowil, a moze po prostu go rozumiala??? staral sie mowic po hiszpansku powoli i wyraznie:))
Hotel - Trendy Lulu w jednej z trendy dzielnic BA - Palermo - troszke nas hmmmmmmmmm delikatnie mowiac zaskoczyl:))) - Monia zaltwila pokoj, nota bene pod nazwa "3 Geishe", do prywatnego uzytku... a wyglada to mniej wiecej tak, ze mamy jeszcze 2 dodatkowe lozka na poddaszu, ktorych nikt juz nie zasiedli ale poraz pierwszy nie mamy w hotelu drzwi do pokoju i czesciej spotykane - wspolna lazienke:)) ale jazda!....
pierwsze zadanie po wyjsciu na miasto to wymiana dolarkow na peso - i wcale to nie takie latwe bo zaden bank nie chcial nam ich wymienic!!!!! - odsylali nas za rog i koniec koncow wymienilysmy je w jakiejs a'la galerii gdzie nawet kurs nie byl wywieszony?!?!?! czy to jakis czarny rynek czy co?? - temat do rozwalenie w przyszlosci.... ponadto odkrylysmy tutaj zawod (moze pomysl na biznes w polsce) "wyprowadzacz psow" totalny czad!!!! nawet sklepy z ubrankami dla pieskow tutaj sa....bez komentarza...
na koniec dnia ( w sumie w polowie... ale dla nas to juz prawie wieczor) zaliczylysmy najslynniejszy tutaj cmentarz.... takie nasze Powazki... ale tutaj one sa ze znacznie wiekszym rozmachem (widzialysmy grob Evity) no i wciagnelysmy pierwszego steka z buteleczka czerwonego wina.... pychotka:))))a zeby bylo troszke backpakersko to wrocilysmy do hotelu miejskim transportem czyli autobusem.... 2 bilety udalo nam sie kupic z trzecim byl problem... wiec jedna z nas pojechala na gape....
a teraz juz mamy totalny zjazd
padamy .... ale moze sie jeszcze podniesiemy na chwile bo w lodowce szampan sie chlodzi....

Przepraszam ale dzis niestety zdjecia w malym formacie.... komputer jest dosc wiekowy i wszystko idzie mu baaaaaaaaaaaaaaaardzo wolno....

ulice Buenos Aires
mozna tu spotkac wiele slicznych malych domkow...

pomiedzy wysokimi wiezowcami

zachwycily nas tablice ogloszeniowe...

no i wspomniany wczesniej zawod "wyprowadzacz psow"

a na koniec zdjecia z cmentarza




sciskamy
MMA

5 komentarzy:

  1. PIERWSZA!!!!!!
    Wyprowadzacz psow fajna fucha szczegolnie jak szystkie robia kupe, to zamiast z malym woreczkiem chyba trzeba chodzic z calym koszem na smieci. (nie wspomne o rozowlnieniu...
    Widze ze sloneczko macie, wiec troche zazdroszcze.
    Los buziakoz z El Wroclawios

    OdpowiedzUsuń
  2. witamy na drógiej półkuli ! No to super - ale nie chodzicie do góry nogami ???

    OdpowiedzUsuń
  3. Cholera, no aż głupio pisać, ale najbardziej mnie ujęły te uliczki na "najsłynniejszym cmentarzu"
    Czekamy na więcej
    paaaaa

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście zdjęć, niekoniecznie w cmentarnych klimatach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sister to nie konkurs kto pierwszy:))) ale jak Ci sprawia radosc!!!:))
    Tatek - nie nie chodzimy do gory nogami.... jesli nie tak rozumiec tzw Jet lag... wciaz czujemy 5 h roznicy....
    Kamyk - dobrze dobrze... rozkrecam sie poooooowoli w koncu to wakacje:)))

    OdpowiedzUsuń